W pierwszym dniu jako rekonesans wybraliśmy znakowany na zielono "Szlak dolomitowy". Przejechany prawie tak jak w przewodniku. Ominęliśmy zalew Bukówka i zgubiliśmy szlak przed Kamienną.
Nadarzyła się okazja, żeby dojechać na lody do Zakopanego, bo z Bytomia to tylko samochodem :) Przystanek nad jeziorem Orawskim z widokiem na Babią Górę.
Z Chochołowa wybrałem najprostszą drogę do Kościeliska, a nie jak pierwotnie planowałem przez Dzianisz, ale i tak myślałem, że nigdy się ten podjazd nie skończy. Od Kościeliska to już jest z górki.
Nad jeziorem uświadomiłem sobie, że czeka mnie teraz długi podjazd na przełęcz Glinka. Zrobiło się upalnie. Słowacy zaczęli wracać z pracy więc wzmógł się ruch na drodze i nie było już tak przyjemnie jak rano. Na obiad zdążyłem pół godziny przed czasem :)
Jeżdżę, żeby się trochę poruszać. Głównie wokół Bytomia. Staram się unikać asfaltu (kiedy kupiłem szosę, to już trochę nie aktualne). Kierunek wycieczki wybieram w zasadzie w ostatniej chwili, kiedy już siedzę na rowerze. Jadę gdzie oczy poniosą, a punkt nawrotu wyznacza moja kondycja i pogoda.