Północna część Kocich Górek jest bardziej przyjazna rowerzystom. Chociaż też trochę rozjeżdżona, to krajobraz jest ciekawszy. Małe hałdy, stawiki w zapadliskach i wyrobiskach tworzą całkiem miły klimat. Muszę tam wrócić kiedy się zazieleni. Ponieważ dobra pogoda nadal się utrzymywała, pojechałem przez Piekary, Rogoźnik, Górę Siewierską do Grodźca na górę Parcina gdzie znajdują się ruiny hangaru szybowcowego. Niestety zaczęło padać, powrót w deszczu ze śniegiem, pod wiatr.
Stary kamieniołom Kocie Górki. Kiedyś dostępny tylko pieszo, teraz rozjeżdżony przez miłośników off road-u. Dalej wzdłuż Szarlejki i Brynicy do Wojkowic.
Odkryty niedawno na którymś blogu. Ponieważ w opisie napisano, że dotarcie do niego czarnym szlakiem jest trudne to postanowiłem spróbować "na azymut" i udało się. Ostatnie 600 m przedzierałem się starą zarośniętą drogą, potem przez wyręby. Potem próbowałem znaleźć wejście do jaskini Mysiej, ale chyba trzeba by zabrać ze sobą kota :) Dojazd od strony DK94 jest o wiele łatwiejszy, ale trzeba to było wiedzieć wcześniej.
Jeżdżę, żeby się trochę poruszać. Głównie wokół Bytomia. Staram się unikać asfaltu (kiedy kupiłem szosę, to już trochę nie aktualne). Kierunek wycieczki wybieram w zasadzie w ostatniej chwili, kiedy już siedzę na rowerze. Jadę gdzie oczy poniosą, a punkt nawrotu wyznacza moja kondycja i pogoda.