Powrót z Głębiec pociągiem (tym razem nie klimatyzowanym). Z Katowic, koło Stadionu Śląskiego razem z kibicami. Czarna seria przebitych dętek trwa. Tym razem 1,5 km. od domu. Nie wymieniałem, dopchałem.
Niestety nie wszystko dało się podjechać. Duże luźne kamienie mnie pokonały. Na Będoszkę wszedłem prawie całość, potem dosyć fajny zjazd i zgubiłem szlak na wyrębie. Pętelka wokol Małej Praszywki przejechana w ok. 50%, zero przyjemności. Potem super zjazd, przerwany przez kolec dzikiej róży. Zmiana dętki i na parking w Kolonii już bez przeszkód.
Do Cieszyna udało się dojechać przed deszczem :-) Potem, cały czas lekko wkurzająca mżawka. Powrót pociągiem do Katowic, "pana" na dworcu, powrót do domu w burzy i jeszcze, prawie pod domem pierwsza gleba na "szosie". Niestety trochę pobłądziłem i nie wszystkie drogi były pod szosę. Na drodze z Cieszyna przez Goleszów dosyć duży ruch.
Jeżdżę, żeby się trochę poruszać. Głównie wokół Bytomia. Staram się unikać asfaltu (kiedy kupiłem szosę, to już trochę nie aktualne). Kierunek wycieczki wybieram w zasadzie w ostatniej chwili, kiedy już siedzę na rowerze. Jadę gdzie oczy poniosą, a punkt nawrotu wyznacza moja kondycja i pogoda.