Zjazd zakończył się na Dębowcu, wygięty hak, połamana przerzutka, łańcuch skręcony w ósemkę. Próba reanimacji pozwoliła tylko na zjechanie do Bielska, a potem spacer na dworzec kolejowy. Niestety, dwa serwisy rowerowe nie miały części do mojego GIANTA. Więcej nie próbowałem, bo by mi dnia brakło.
Jeżdżę, żeby się trochę poruszać. Głównie wokół Bytomia. Staram się unikać asfaltu (kiedy kupiłem szosę, to już trochę nie aktualne). Kierunek wycieczki wybieram w zasadzie w ostatniej chwili, kiedy już siedzę na rowerze. Jadę gdzie oczy poniosą, a punkt nawrotu wyznacza moja kondycja i pogoda.